Karnawał

od
powrotu
            z
Wenecji
prawie
nie
zdejmuję
maski
uchylam
jej
       tylko
aby

srebrną
łzą
    obmyć
kolejny
wiersz

i siebie

 

wieczorną
porą
ziemia
otula się
szatą
ciemności

siedzę
przy stole
osaczony
milczące
słowa

za oknem
deszcz
zszywa
dziurawą
kapotę
stracha
na wróble

i tylko
płonąca
na stosie
wspomnień
samotna
myśl
o tobie

ratuje
          mnie
przed sobą

dzieci
z zielonych
wód

u kresu
swoich
dróg

często
przekraczają
zatruty nurt

rzeki
Charona
w bród

nie
czekając
na cud

tylko na
pierwszy
uśmiech

matki

( Agnieszce żonie Miłosza )

wnuczce

w
grudniową
noc
dobry
Bóg
zapalił
na
niebie
jeszcze
jedną
gwiazdkę
na
razie
jest
malutka
ledwo
migoce
ale
wierzymy
że
już
wkrótce
stanie
się
prawdziwą
gwiazdą
betlejemską

 

 

Oleńka

malutka
jak
okruszek

delikatna
jak
    śniegu
    puszek

piękna
jak
kolęda

jest
naszą
nadzieją

teraz
       jestem
tylko
prostym
sprzedawcą
dżinsów
            i
chociaż
kiedyś
         będąc
tragarzem
puchu
               wiele
podróżowałem
po świecie
                i
w głąb
              siebie
nie
znalazłem
kamienia
filozofów
             i
kieszenie
mam nadal
pełne
straconego
czasu

otulony
           ciszą
kościelnych
naw
        oczekuje
wskrzeszenia
umarłych
              słów
nagle
rozjaśnia
mrok
          fuga

 
               Jana
Sebastiana

i staje się
cud
rozmnożenia

 

koronczarka


Twoje
        wiersze
koronki
otulone
delikatną
osnową myśli
którą
tak łatwo
zgubić
             a
jeszcze
trudniej
uchwycić
zatrzymać
tworzone
              bez
zbędnych
fastryg
               i
ściegów
                są
ledwie
przeczuciem
mgłą
            lekko
tkaną
doskonałością

Wisławie Szymborskiej

 

zaplątanej
               w
pajęczynie
wrogich
spojrzeń


zagubionej
                w
labiryncie
nagich ciał


pozbawionej
własnych
słów
          i szans
próbujemy
jeszcze raz


przywrócić

dawny blask

Florencja

pamiętasz
            na
Moście
Złotników
Chciałem
Wpiąć ci
We włosy
Promień
słońca
            a ty
pozwoliłaś
aby

porwał go
rwący nurt
rzeki Arno

to
właśnie
podczas
spaceru
          wokół
katedry
Santa Maria
Del Fiore
                   tej
dumy
Florentczyków
z jej
strzelistej
kampanili
sfrunął
             anioł
z fresków
Fra Angelica
przysiadł na
schodach
romańskiego
baptysterium
i
podobnie jak
                my
jedząc lody
oczekiwał
na otwarcie
Drzwi
         do
              Raju

słynna
Galeria
Uffizi
ma
kształt
litery
          U
jak
twoje
imię
         i
w niej
i w
tobie
ukryto
skarby

tylko
czas
nie ma
dla nas
litości

 

Dama z
Noblem

w
kunsztownej
ramie
         z
cieplej
ironii
uśmiecha się
tajemniczo
zdziwiona
               i
rozczarowana
światem
w którym

wszyscy
wszystko
wiedzą
          tylko
bizantyjski
spokój
w srebrze
           jej
włosów
błyszczy
nadzieją


Wisławie Szymborskiej

Asyż
        to
klejnot
       Umbri
urokliwe
kamienne
miasteczko
którego

czas
       się
           nie
ima
              gdzie
średniowiecze
i
wiek XX
trwają
              w
braterskim
uścisku
          gdzie
Święty
Franciszek
przechadza
się
ciasnymi
uliczkami
przysiada
w
    różanym
    ogrodzie
i karmi
gołębie

to
         tutaj
na zboczu
góry Subasio
biedaczyna
                        z
Asyżu
brat
wszystkich
                        i
wszystkiego
głosił
            kazania
ptakom
rozmawiał
                 z
bratem
wilkiem
               i pisał
Hymn Stworzeń

to
         tutaj
na zielonej
łące przed
kościołem
relikwiarzem
                       i
zbudowaną
nad nim
Bazyliką
                nasz
brat Papież
wraz
          z braćmi
wierzącymi
inaczej
modlił się
                       o
pokój między
stworzeniami

kiedy
wreszcie
ujrzałem
czcigodną
Via Appia
Antica
                  tę
najstarszą
z dróg
po której
kiedyś
                  szli
skazani
na krzyż
niewolnicy
maszerowały
rzymskie
legiony
                       i
wędrował
Piotr
Apostoł
                      gdzie
zdarzył się
cud
Quo Vadis
który
                     i mnie
tutaj
zatrzymał
zrozumiałem
że
            oto
                       stoję
u bram
Rzymu

 

jest
              takie
miejsce
                 w
Rzymie
             gdzie
nie
      ma
             czasu
został
                  na
zewnątrz
                   u
wejścia
                  do
Katakumb
podziemnego
miasta
labiryntu
cmentarza
relikwiarza
              gdzie
przed
wiekami
modlili się
i ukrywali
wyznawcy
nowego Boga
a później
grzebali
swoich
zmarłych
pierwszych
papieży
                 i
pierwszych
męczenników
miejsce
święte
             pełne
ciszy
           i
niezwykłego
światła
                tak
byłem
           w
Czyśćcu

Watykan

w tym
miejscu
naprawdę
przetrwała
potęga
           Rzymu
weryfikują
się
wszystkie
naj
        naj
                naj
tylko
wyciszeni
                 do
ostatniego
słowa
           i gestu
możemy
zmierzyć
                 się
z jego
majestatem

Piazza
San Pietro

dwa
         szeroko
rozłożone
ramiona
kolumnady
Beriniego
zdają się
zapraszać
                 i
obejmować
wszystkich
przybywających
tutaj
          ludzi
dobrej woli
urbi
           et
                   orbi

Bazylika
Świętego
Piotra

ten
największy
                   i
najstarszy
kościół
świata
                ale

także
targowisko
próżności
                   i
ludzkich
namiętności
jest
na co dzień
jak
wzburzony
ocean
             który
cichnie
tylko
                na
głos
             Pana

 

na
     powitanie
ucałowałem
stopę
           Piotra
Apostoła
               aby
zaraz potem
ze czcią
                    i
wzruszeniem
pochylić
                 się
nad jego
świętym
grobem
            opoką
gdzie
             każdy
kamień
                jest
kamieniem
węgielnym
gdzie
                bije
źródło
naszej
             wiary
i nadziei

unoszony
              falą
podziwu
dla
     geniuszu
ducha i
materii
            które
tutaj
zdają się
osiągać
          swoje
apogeum
wzruszony
przyklękam
                na
stopniach
konfesjonału
w którym
raz w roku
spowiada
Papież
                  i
z pokorą
nadsłuchuję

Świat
         wokół
zbezrozumiał
forsa
      szmal
               kesz
nowy bóg
choruje na
niewrażliwość
maska i pięść
mieć zamiast
być
        dominują
więc
ja
zawieszony
pomiędzy
                  nie
płaczę
z rozpaczy
                     i
nie krzyczę
z radości

trwam

oto
jestem

jak
wygasły
wulkan

więc
na co
czekasz

Panie

 

Łódź
        Piotrowa

zacumowana
na środku
świata
         jest
świadectwem
                     i
wyzwaniem
                   do
ciągłego
zarzucania
sieci
         na nowo
wiecznie
aktualnym
nakazem
             od dziś
ludzi łowić
będziesz
               a my
ciągle
wymykamy się
z niewodu
                    aby
zaraz potem
błagać
              Panie
ratuj nas
bo giniemy
a Ty
           uciszasz
wzburzone
morze
              naszej
ignorancji
                        i
poprzez
szeroko
otwarte
ramiona
naszego
Papieża
              wołasz
nie
       bójcie
                     się

lipcowe
zaduszki
                  u
Medyceuszy

Botticeli
Caravaggio
Cranach
Giotto
Michał
            Anioł
Leonardo
da Vinci
Piero
            della
Francesca
Rafael
Rembrandt
Rubens
Tycjan
                to
perły
rzucone
przed
wieprze

Schody
Hiszpańskie
to

        rzymska
Wieża Babel
kultowe
miejsce
spotkań
              i
rozstań
salon
cyganerii
dla której

jest
miejscem
stałego
pobytu
              i
nie bytu
dniem
i nocą
spowite
błogą
chmurą
letniego
lenistwa
              i
nawet
prawdziwe
włoskie
cappuccino
wypite
                 w
pobliskiej
legendarnej
Cafe Greco
nie
     jest
w stanie
zmusić nas
do dalszej
drogi

będąc
w Rzymie
trafiłem
do więzienia
gdzie w
ponurym
               lochu
mamertyńskim
więziony był
Święty Piotr
spędziłem
                 tam
czas
wystarczający
do napisania
wiersza
            lecz
za krótki na
cud
wyzwolenia

 

Forum
Romanum

zwiedzenie
centrum
starożytnego
Rzymu
            które

wygląda jak
skład
materiałów
kamieniarskich
albo
      wystawa
archeologiczna
gdzie
każdy kamień
jest częścią
innego
         kamienia
przypomina
układanie
puzzli
              lub
pisanie
            wiersza
który często
po ukończeniu
zamienia się
                     w
rumowisko

wędrując
                     po
wiecznym
mieście
którego
                   czas
odmierza
                    Tybr
i kolejni
papieże
zachwycając
się
i dziwiąc w
Santa Maria
Maggiore
i innych
bazylikach
modląc się
przy
relikwiach
żłóbka
betlejemskiego
i stołu z
ostatniej
wieczerzy
pokonując
na kolanach
Święte Schody
z pałacu
Piłata
             którymi
prowadzano
Chrystusa
zatrzymując
się na
słynnych
placach
                 przy
fontannach
łukach
tryumfalnych
i pałacach
zrozumiałem
że jestem
tylko
           drobiną
materii w
kosmosie
zdarzeń
                    że
przetrwać
mogę tylko
pomiędzy
linijkami
wierszy

Bestiarium

ćwiczenia
                  z
wyobraźni
odbywałem
także
w ruinach
Koloseum
miejscu
porażającym
swoją
historią
gdzie
           bitwy
morskie
rozgrywano
pomiędzy
walkami
gladiatorów
               a
zagładą
chrześcijan
w obecności
cesarzy
             i
dumnych
ze swej
kultury
rzymian
             a
teraz my
próbujemy
                 to
wszystko
zrozumieć

byłem
       w Rzymie
i
nie widziałem
Papieża
              nic to
moneta
               okup
wrzucona
                   do
słynnej
Fontanny
di Trevi
sprawi
              że
powrócimy
               tu
jeszcze

 

                    „młodym”

trafiła
kosa
        na
kamień

z tej
mąki
chleba
nie
będzie

a może
warto
poczekać


kosa
trochę
się
stępi
a
kamień
wygładzi

ta
       stacja
Polskiej
Drogi
Krzyżowej
znajduje
się
          w
miejscu
wyjątkowo
pięknym
              na
górze
Monte
Cassino
gdzie
kiedyś
modlił
          się
i pracował
Święty
Benedykt
niestety
prawdziwe
są tutaj
tylko
         groby
reszta
             to
dekoracje
z teatru
wojny
         nawet
maków
czerwonych
tu
       nie
              ma
więc
zabieramy
ze sobą
tylko
       niemy
krzyk
wykuty
w skale
testament
poległych

Przechodniu
Powiedz
Polsce

zawsze
           jest
jakiś
portret
i jego
czciciele

zawsze
           jest
jakiś
pomnik
i jego
burzyciele

zawsze
            jest
jakiś
            Jan
i jego
chrzciciele

tylko
            koń
trojański
na próżno
udaje
       pegaza

pamiętasz
Capri
                tę
wyspę
kochanków
i
skazańców
na którą
dotarliśmy
statkiem
                 z
Neapolu
wypatrując
z pokładu
delfinów
                   i
żaglowców
jak
piękne
kobiety
oczekujących
w porcie
                na
swoich
wybranych
                  a
potem
             białe
skaliste
plaże
           palmy
i morze
tyrreńskie

 

malowane
słońcem
czyste
i gorące
            jak
nasza
       miłość
którą
chcieliśmy
ukryć
              w
Błękitnej
Grocie
           aliści
czas
niczym duch
Tyberiusza
który tutaj
zmuszał
skazańców
przed
zrzuceniem
ich
      ze skał
Salto di
Tiberio
           aby
sycili
        wzrok
wspaniałymi
widokami
tylko
              na to
nam zezwala

na
         ten
                 nocleg
zatrzymaliśmy
się
         u stóp
Wezuwiusza
pośród
                oliwek
i róż
             gajów
pomarańczowych
i palm
zaglądających
do okien
             wraz
z księżycem
wabiącym
na spacer
                  pod
migdałowcami
i
nawet lawa
z wulkanu
kupiona
w sklepie
z pamiątkami
ma
kolor i smak
lata

Pompeje
                to
miasto
którego

nie ma
          od
19 wieków
a które
jak
Feniks
powstało
              z
popiołów
w które
zamienił
              je
niegasnący

wędrując
wąskimi
brukowanymi
uliczkami
Pompei
śladami
ludzi
         i
rydwanów
odbywamy
fascynującą
podróż
           w
głąb czasu
przeżywając
oczyszczający
serce
          i rozum
Popielec

 

pokonując
ograniczenia
własnej
wyobraźni
oglądamy
wydobyte
                  z
popiołów
fragmenty
domostw
sklepów
                 i
winiarni
mijamy
               Termy
domy
publiczne
                 i
koszary
gladiatorów
podziwiamy
Teatr Wielki
i kolumny
Świątyni
Jowisza
                 aby
wreszcie
przystanąć
                    na
rozległym
placu
Forum
zamienionym
                   w
zieloną łąkę
z pustymi
cokołami
wokół
         i
zadumać się
nad
marnością
człowieczego
losu
          niestety
czas
        jak
             rzeka
porywa nas
                    w
dalszą drogę

                     synom

lekcja
religii

człowiek
nie
składa się
tylko
        z
ciała
         i
telewizora

ma
jeszcze
duszę

co to
takiego
            to
tajemniczy
ptak

wzlatujący
ku
niebu

druga
strona
włoskiego
buta
         to
piaszczyste
gorące
          plaże
Adriatyku
               z
którego
wysokimi
falami
ścigaliśmy
się
         w
okolicach
Rimini
próbując
dosiadać
                 ich
spienionych
grzbietów
szczęśliwi
choć
wyrzuceni
                 na
brzeg
jak muszle
które
zbieraliśmy
aby
         ukryć
w nich
            nasze

wspomnienia

 

w
twoich oczach
już jesień
choć
     we włosach
babie lato
nosisz wciąż

w moim sercu
smutek
drzemie
choć
          na ustach
błąka się
wakacji ślad

już
         nie długo
miła moja
na ulicach
tańczyć będą
liście złote

zakochane
zasłuchane
                   tak
jak kiedyś
my

 

musiałem
przywędrować
                      aż
tutaj
         do Loreto
aby
znaleźć się
                      w
prawdziwym
Domu Bożym
                     nie
we wspaniałej
Bazylice
zbudowanej
wokół
         ale
w trzech
ścianach
ubogiego
               Domku
Nazaretańskiego
przyniesionego
przez
            Apostołów
z Palestyny
gdzie
         przed
dwoma
tysiącami lat
mieszkała
Święta Rodzina
a
    dzisiaj
                  ja
doznaję łaski
zrozumienia

pełnia

płomienie
wspomnień
rozjaśniają
postoje
pamięci

jak ognie
Świętego Wita
skaczą po
takielunkach
marzeń

otulają mnie
smutkiem
wypełniają
ciszą
i znikają

w oceanie snu

Wenecja
              to
perła
w koronie
Włoch
ginąca
              na
oczach
świata
           który

pozwala
Neptunowi
niszczyć
                jej
dumę
i historię
również my
podobnie
jak lwy
            z
placu
Świętego
Marka
przyglądamy
się
         temu
bezradnie

zbudowana
na
    wodzie
nierealna
kraina
         bez
aut i
wieżowców
gdzie
         czas
zatrzymał
się
u wejścia
do
        laguny
i tylko
vaporetto
regularnie
kursujące
po Canale
Grande
przypominają
o jego
istnieniu
jest snem
nocy
            letniej
przeżywanym
na jawie

 

Bazylika
     Świętego
              Marka

ten
         tonący
w morzu
kościół
          ze
złota
        jest
ostatnim
zwornikiem
łączącym
wschód
                 z
zachodem
i tylko
             słynne
konie
           z brązu
zdobiące
jego portal
zdają się
ratować go
przed

nieuniknionym

otwarty
            ku
niebu
         i
morza
Piazza
San Marco
ten
największy
salon
        świata
ozdobiony
Bazyliką
              i
Pałacem
Dożów
           brama
Adriatyku
                  to
kwintesencja
Wenecji
             jej
główna
scena
na której
trwa
nieustający
karnawał
ludzi
         i
gołębi

stojąca
                na
szczycie
kamiennego
mostku

szlachetnym
łukiem
spinającego
brzegi
wąskiego
kanału

oddająca
się słońcu
i Wenecji

pięknej
            jak
stylowa
gondola
czuwająca
poniżej

zaglądająca
w lustro
wody

od wieków
niszczącej
mury
starych
pałaców

taką
zapamiętałem
Cię
              wtedy

żonie

miałem
             być
Twoją
wiosną
latarnią
nadzieją
              na
wyspy
szczęśliwe
zawieźć
               a
tymczasem
jestem
zwykłym
subiektem
dzierżawcą
czasu
         i tylko
czasami
zajmuję się
zapomnianym
ogrodem
                  z
zakopanymi
talentami

 

słowa
często
         nie
zgadzają
się
z myślami
wtedy
           z
kneblem
milczenia
szukamy
wiatru
w polu
          albo
idziemy
na piwo

zanim
wygaśnie
słońce
                i
nasza
wrażliwość
warto
rozejrzeć
się
     za
          inną
planetą
             lub
liną

Josif
      Brodski

umarł
        jak
żył
    we śnie

zawieszony
w ciszy
łowca słów

wielki
emigrant
                  z
małego
             kraju
o dużej
powierzchni

samotny
tragarz
puchu
walczący
                 z
wiatrakami
historii

nie
daremnie

                            28 stycznia
                            1996

list
do przyjaciela

wymknąłeś
                 się
Bogu i nam
nagle
zgasło światło
które
wpuszczałeś
                   w
szczeliny
ludzkich serc
i dusz
popękanych
z bólu
             i
bezradności
w obliczu
prawd
ostatecznych
które
przypominałeś
nam
na celuidowej
taśmie
              i ten
Twój Wielki
Testament
             nowy
Dekalog
jest
dla nas
wezwaniem
do drogi
wgłąb
samych siebie
pełnej
wyboistych
pytań
ciszy i mroku
z którego
wyłoni się
Biała Postać
                    z
Twoich Filmów
i będzie
              z nami
wędrować
                  do
naszego Emaus

                        Krzysztof
                        Kieślowski
                        zmarł 13 marca
                        1996 roku

 

spojrzenie
                  z
Kaplicówki

kończy
           się
maj
         miesiąc
bez słońca
                     i
wierszy
chłodny
i
zachmurzony
jak
          ja
a przecież
to pora
najlepsza
                  dla
ludzi
i świerszczy
wiosna
                  raj
tylko
nie dla tego
kraju
        pełnego
chaosu i ran
i nas
przekwitłych
dzieci
        kwiatów
których
nie jest
w stanie
           ożywić
nawet
obecność
          Papieża