Gustawowi

Holoubkowi

 

Jego

        śmierć

spina

żałobną klamrą

tamten

pamiętny

marzec 68

z tym

          którego

dopiero

nauczymy się

pamiętać

            nie był

rewolucjonistą

a jednak to on

Konrad Gustaw

poderwał naród

i sprawił że

podniósł się

z kolan

 

 

z Bogiem

improwizował

jak równy

z równym

w sztuce

doszedł do

ostatecznych

granic tego

co w

aktorstwie

                jest

możliwe

i niemożliwe

razem

 

nigdy

nie grał

t y l k o

był

wielkim

mistrzem

mędrcem

magiem

 

Profesorem

Tutką

Królem

Lirem

Stańczykiem

nigdy

komediantem

 

wraz z nim

umiera

cała epoka

etos i mit

ale

        Gucio

pozostanie

opoką

skała

na której

ewangeliczne

ziarno prawdy

nie obumrze

tylko

miejsce

przy stoliku

w Czytelniku

już

      na

           zawsze

pozostanie

puste

 

wielki aktor

zmarł wczoraj

6 marca 2008

 

 

Na wiosnę rodzi się
i umiera miłość

Poeci piszą wiersze
licealiści matury

Dzieci topią Marzannę
a emeryci łapią słońce

Niektórzy szukają pracy
albo wiatru w polu

Tylko ja ciągle dryfuję
na lodowcu marzeń

 

 boję się maja
 jego
 podstępnej
 krótkotrwałej
 urody
 nadziei
 na coś
 co nigdy się
 nie
 sprawdza
 bzu
 co w chwilę
 po wybuchu
 fioletem
 rdzewieje
            więc
 może trzeba
 ustąpić mu
 z drogi

 

nierzadko
zdarza się

kamienujemy
naszych
proroków
a później
z tych
samych
kamieni
budujemy
im
pomniki
i
zapominamy
kim byli

 

                              Tomkowi


mój
przyjaciel
twierdzi
że
sztuka
umarła
        i
prawdziwych
artystów
już
      nie
           ma
a ci którzy
jeszcze
malują
rzeźbią
i piszą
           to
energetyczne
wampiry
          klony
tamtych

 

 

Spowiedź

ostatni raz
uśmiechałem
się we śnie
w drodze
na górę
Moria

na jawie
szukałem
zakopanych
talentów
i
chciałem
nauczyć
kamienie
mówić

niestety
znajdowałem
co najwyżej
dziurę
w całym
lub
trafiałem
kulą w płot

kiedyś miałem
złoty róg
teraz nawet
chochoł
przeszedł
na stronę
sąsiadów
               więc
kto będzie
moim
Izaakiem

 

nie
umiem
myśleć
i
mówić

to
nie
    mój
żywioł

umiem
myśleć
i
pisać

to moja
udręka
i
ekstaza

 

to już
koniec
mojej
gry
w klasy

to już
czas
przeszły
dokonany

jak życie
całe

              
 w piątek
                trzynastego

 

 

wypalony

sztuko

podobny

tkwię na

pogorzelisku

zdarzeń

które

w tyglu

przeznaczenia

unicestwił

czas

         a las

słów który

wabi mnie

niczym

śpiew

greckich Syren

wydaje się

pustynną

fatamorganą 

więc chyba

czas

najwyższy

zawrócić

do swojej

Itaki

             tylko

jak tam trafić

 

 

 

wiersze

buduję

z gałązek

słów

niczym

ptaki

swoje

gniazda

 

zawieszone

wysoko na

firmamencie

marzeń

walczą

o oddech

i prawo

do istnienia

 

często

gubią pióra

i wpadają

do moich

snów

wirując       

niczym

maski z

balu

manekinów

 

albo umierają

na własne

życzenie

                jak

ludzie

 

 

28 lat temu

 

wybuchła

Solidarność

czyli

          nigdy

jeden

przeciw

drugiemu

            tylko

jedni

      za

        drugich

to wtedy

dobro

wspólne

               było

najważniejsze

 

to w tamte

sierpniowe

dni

odkryto

na nowo

potrzebę

pracy

      nad

          pracą

szkoda że

do tej pory

nie

zaspokojoną

ale

     jak

         może

być inaczej         

skoro słowo

zamiast

jaskółką

nadziei

stało się

kamieniem

obrazy

 

 

bieg

       jest

esencją

istnienia

bycia

zamiast

bywa

też   

po nic

        i

do nic

zawsze

spina

myśli

i

słowa

 

wtedy

rodzą się

wiersze

 

 

 

używaj

jak

najmniej

słów

 

łap

myśli na

gorącym

uczynku

i rzucaj

jak perły

przed

wiersze

 

pisz tak

jak

życie

pozwala

 

 

poezja

zaczyna się

w chwili

kiedy

nie wiadomo

co dalej

poza jej

bramami

rozpościera

się

      ziemia

      obiecana

do której

prowadzą

ścieżki fraz

i

językowe

skróty

wąwozy

leksykalnych

asocjacji

i

tunele

gramatycznych

projekcji

               tam

słowa

zamieniają się

w solne słupy

wierszy

              a ja

jak

żona Lota

żałuje

płonącej  

Niniwy

 

 

coraz

większe

ciemności

zapadają

nad moimi

wierszami

które

próbują

uciekać

przede mną

w gęstą noc

poza

          słownej

rzeczywistości

 

coraz

częściej

nadaremnie

wypatruję

ich

      

              po

świt

 

Półcienie

 

mówią że

nie należy

kłamać

           ale

niekiedy

nie

można

postąpić

inaczej

czasem

trzeba

ukryć

prawdę

w kokonie

innych słów             

ale

bywa też że

nie daje się

uniknąć

powiedzenia

nieprawdy

wtedy

pozostaje

tylko

otulić się

ciszą

           i

milczeniem

 

 

                            Ernestowi

                            Hemingwayowi

 

 

apetyt na życie

 

twoje

opowiadania to

takie męskie

smakowitości

podane na

wielkim

półmisku

               

na nim

upalna droga

z Nicei do

Antibes z

zaprzyjaźnionymi

knajpkami

pokonywana

czerwonym

kabrioletem

                   

piękne kobiety

uwiedzione

i do

uwiedzenia

dialogi o niczym

niosące błogość

spokój

i odpoczynek

                 

letnie safari

w Kenii pełne

zwierząt

stworzonych

przez

Pana Boga

dla naszych

krwawych

rozrywek

                     

jesienne korridy

w

Estremadurze

lub Andaluzji

a Cagancho

de Tirana

albo Villata

popisują się

tylko

        dla

              nas

zaś tuż obok

hotelowy

taras na

włoskiej

bądź

francuskiej

Riwierze

z którego nocą

przy cygarze

słuchamy

cykad

a pod nim

znajdujemy

kartkę

od ciebie        

           to

wszystko

iluzja

prawdziwa

jest

          tylko

śmierć

 

Paralaksa

 

          lubię

wieczorem

posiedzieć

na tarasie

pooglądać

drzewa

posłuchać

ptaków

za dnia

         mogę

wybrać się

na spacer

z psem albo

pojeździć

na rowerze

latem

pojechać

nad wodę

skosić

trawnik

zimą

napalić

w kominku

odmiatać

śnieg

          lubię

rozmawiać

z żoną

spotykać się

z dziećmi

czytać

w łóżku

oglądać

telewizję

                nic

wyjątkowego

takie drobne

zadowolenia

taka

       paralaksa

 

                          Leszkowi

                          Kołakowskiemu

                          (1927 – 2009)                           

 

lamentacje

na śmierć

filozofa

 

 

był

symbolem

myśli

      wolnej

duszy

      rogatej

 

był

znakiem

nadziei

            w

czasach

bez

     nadziei

 

był

z rodu

Sokratesa

który

twierdził

że wie

      że nic

nie wie

 

*   *   *

 

kapłan

i

błazen

         książę

polskich

humanistów

             król

Europy

Środkowej

Leszek I

mistrz

          mini

wykładów

o maxi

sprawach

 

*   *   *

 

rozmawiał

z diabłem

wadził się

z Bogiem

sceptyk nie

konsekwentny

destruktor

totalnej

ideologii

myśliciel

sceptyczny

pisał

traktaty

filozoficzne

i bajki

dla dzieci

 

 

*   *   *

 

uzbrojony

w swoją

czarodziejską

różdżkę

uczył nas

trudnej

odwagi

myślenia

             nawet

za cenę

samotnej

wędrówki

ku szczytom

 

*   *   *

 

pisał o

Spinozie

i Pascalu

głosił

świętego

Augustyna

był naszym

Erazmem

Rotterdamu

 

pozostawił

Europie

swój

rozrachunek

z

marksizmem

a nam swoje

rozważania

nad religią

 

odszedł

ostatni

który tak

umiał

tańczyć walca

z filozofią

nawet

wspierając się

na lasce             

 

*   *   *

 

wielki filozof

zmarł w piątek

17 lipca 2009

w Oksfordzie

miał 82 lata

 

 

 

Święci

 

nie wiemy

ilu ich jest

zapewne

co roku więcej

przybywają

każdego dnia

z sytej Europy

męczeńskiej Azji

biednej Afryki

pełnej kontrastów

Ameryki

                 kiedyś

może i my

dołączymy

do nich

             a póki co

zapalmy znicze

na grobach

zmarłych nam

najbliżej

 

stany

niestabilne

 

 

w

niektórych

z nich

słychać

śmiech

zdania

z których

zostały

zbudowane

zgrzytają

ironicznie

zębami

          słów

to czyni z

wiersza

złożone

na pół

lustro

 

*   *   *

 

 

 

 

w

świecie

niektórych

wierszy

mieszkają

dawno

wymarłe

jaszczury

zmory

na smyczy

strachu

tam

również

kobiety

ubrane

tylko

w perły

ukrywające

w sercach

nożyczki

i róże

 

*   *   *

moja

wyobraźnia

pełna jest

drzazg

zbratana

z ciałem

pije z

własnych

ran

      bywa

zachwycona

życiem

odurzona

snem

         jest

jak

czekający

na

wynajęcie

pokój

       razem

tworzy

niestabilne

stany

poetyckie

 

*   *   *

 

niektóre

wiersze

to chwile

bez

oddechu

ślady

         nie

istniejącego

próg

        dawno

zburzonego

domu

          kosz

pełen

ułomków

w  którym

znaleźć

można

perłę

Tryptyk o

szczęśliwej

starości

 

pierwsza

młodość

                to

zdolność

przerabiania

wszystkiego

na

przyjemność

jest

         w niej

zmysłowość

rozkosze

młodej

niezawodnej

biologii

sensualizm

połączony

               z

nadziejami

na

wszystko

w pierwszej

mieliśmy prawo

żyć złudzeniami

w drugiej

już nie

 

 

*   *   *

 

druga

młodość to

czas lęków

pierwszych

porażek

nietrafionych

uczuć

           pełnej

odpowiedzialności

decyzji których

już nie możemy

odwlekać

wstępnego

bilansu

               po               

trzydziestce

jeśli się

nie jest

idiotą

do pewnych

marzeń

nie ma się

już prawa

 

 

*   *   *

 

dojrzałość

to często

strata czasu

już nie

do odrobienia

początek życia

w cieniu

i na marginesie

czasem tylko

rozświetlają go

pasje

namiętności

idee

         to okres

mizantropii

niespełnienia

pustki

          wejście

w smugę cienia

konstatacji

że życie

było nieudane

tylko wtedy

                 gdy

zależało

od nas

 

Amen

 

to

hebrajskie

słowo

składające

się z

czterech

znaków

oznacza

ufność

wiarę

       oraz

pewność

wyznacza

nasz

człowieczy     

genom

            jest

kluczem

naszej

wiary