Hieronimowi
                Boschowi


bestiarium

zbieram się
w sobie
do wiersza
jak ptak
szykuje się
do lotu
i czuje że
okaleczono
mi skrzydła

diabelskie
poczwary
Hieronima
Boscha

od
jakiegoś
czasu
źle
sypiam

śmieje
się
krzyczę

budzę się
nagle
w środku
nocy

w domu
mówią
że to
objawy
poważnej
choroby

a ja
myślę że
nadchodzi
pora

w której
odłożoną
dla wnuka

próbę
podpalenia
świata

podejmę
na nowo

 

Dziewczyna nie z mojej ulicy

żebrzące spojrzenia dziewcząt
chcących kupić miłość
za pieniądze wydawane na
fajki i kawę
odmierzają życie
ich
dziewcząt z mojej ulicy
nie znam żadnej która
chciałaby za te pieniądze
kupić mały tomik wierszy
za to głośno
reklamują swój intelekt
dziewcząt z mojej ulicy
kiczowatym makijażem
drogimi
choć tandetnymi ciuchami
tabloidami i harlekinami
to boli
sprawia że boję się przejść
po mojej ulicy
przemykam się przez nią
jak złodziej aby nie spotkać
ich
dziewcząt z mojej ulicy
na spotkanie z tobą

Dziewczyną nie z mojej ulicy


/Odczytane po latach…/

powiedz
mi
proszę

co to jest
szczęście

nie
uśmiechaj
się

pytam cię
poważnie

a ty mi
podajesz

na
wyciągniętej
dłoni

czterolistną
koniczynę

 

    Urszulce



szczęśliwy
umieram

przybity
do krzyża
twoich
ramion

godziny

gwoździe
pocałunków

stępione
świadomością
nadejścia
czasu

nie
zadają
bólu

minuty

u stóp
krzyża

rozkwitły
czułością
słowa

ami
kocham
ami

sekundy

z trzaskiem
rozrywamy
czerwoną
kopertę
ust

słowa
w niej
obce

skonałem

pospiesznie
łamiemy się

białym
opłatkiem
dłoni

krzyczę


       4 styczeń 1969

 

Janowi Pawłowi II
w dniu pogrzebu

 

dla mnie
tragarza puchu
najważniejszy
w Twoim
pogrzebie
był
Wiatr
to On
Pneuma
Spiritus
czyli
Duch Święty
przewracał karty
Ewangelii
leżącej
na Twojej
cyprysowej
trumnie
aby w końcu
zamknąć Ją
na
Twoim
Sercu
to dzięki niemu
wołałeś
Nie lękajcie się!
otwierałeś drzwi
i
przekraczałeś progi
Byłeś
i Będziesz
SANTO
to On
podpowiedział
małemu chłopcu
odpowiedź
na pytanie
jego młodszej siostry
dlaczego ludzie
biją brawo?
bo wygrał

Papież!

 

2.04.2005. 21.37


to
         już
dwa lata
bez
      Niego
a my
 pokolenie
JP2
       zamiast
być jego
uczniami
               i
wypłynąć
na głębie
budujemy
            Mu
kolejne
pomniki
            i
żyjemy
jakby
         Go
nie było
cywilizację
miłości
zastępujemy
kulturą
śmierci
             a
mieliśmy
przekraczać
progi
       nadziei
otwierać
drzwi
Chrystusowi
i
odnawiać
oblicze ziemi
także
      tej
         naszej
Tarnowskiej
 


    2.04.2007. 21.37

 

 

wiara
to
rzeka
płynąca
po moim
krajobrazie

nawadnia
mój
genom
i sprawia
że jestem
oazą
na pustyni

więc
czemu
niekiedy
zmienia
swój bieg
a ja
       wtedy
żyję
       po
           nic

 

                                 Uli

trzydzieści pięć
lat temu
nasze
przewiązane
stułą ręce
rozpoczęły
budowę domu
ze słów
najprostszych
tak tak
nie nie
zamieszkały
w nim
nasze
marzenia
Ami
i Księżniczka
a my
wypełniliśmy
go
kuframi lat i
owocami
z drzewa
wiadomości i
gdyby
nie wąż
żylibyśmy
w Raju
na szczęście
Dom
stoi na skale
w dodatku
strzegą go
twoi
kordonkowi
Anieli
a klepsydrę
czasu
zabrało morze
oddając
miłość



                              Ryś

 

miłość

już tyle lat
wspólnie
budujemy
                i
oddzielnie
rujnujemy
nasze małe
być i mieć
już
    nawet
            nie
płaczesz
kiedy
rzucam
słowa na
wiatr
         a czas
doświadcza
nas nie
gojąc ran
zadanych
myślą
mową i
uczynkiem
które sobie
wybaczamy
ale nie
zapominamy
i tak trwamy
i mamy
za swoje

 

gdyby z
głowy Ewy
rajski ptak
wydziobał
ziarna złej
pamięci
              to
w sercu
Adama
zakwitł by
kwiat
paproci
              a
wąż kusiciel
udławił by
się jabłkiem
z drzewa
wiadomości

 

 

* * *

 

 

Ona we
wszystkim
szuka
dziury
w całym

On zaś
przez nie
stara się
dostrzec
słońce

i tak
przez lata
walczą
ze sobą
o siebie

 

 

               Stanisławowi
               Lemowi
                        w dniu
                        śmierci



był
Gigantem
Cyberprzestrzeni
przycumowanym
do
          Obłoku
          Magellana
z którego
rozsyłał
               swoich
kosmicznych
apostołów
                  pisał
Dzienniki
Gwiazdowe
i przemawiał w
starorobocim
języku
             teraz
zamienił się w
gwiezdny pył
ale
       pozostawił
nam
Summa
Technologiae

nigdy
nie był
bezbronny

wobec
Nieznanego

chciał
tylko
wiedzieć

co zrobi
myślący
ocean

z planety
Solaris

 ***

wszyscy
dziś
żyjemy

w jednej
z jego
powieści



***


gdy nas
już nie
będzie

baśnie
o Lemie

opowiadać
będą
swoim
dzieciom
roboty

 

27 marzec 2006

 rumowisko
słów

oto co
pozostało
po latach
             z
moich
wierszy
           czy
można
z nich
zbudować
cokolwiek
innego
           niż
kamienny
mur
milczenia
        tylko
co będzie
jak wraz
            z
nadejściem
wiosny

przemówią
kamienie

marzec 2006

 

Wielki Post


milczenie
jest domem
słowa
           arką
przymierza
bywa też
złotą klatką
          oraz
urną
z prochami
tego czego
nie
umieliśmy
nazwać
               a
przez które
wszystko
się stało
             więc
zawieśmy
je na krzyżu
naszych
oczekiwań
i tak
trwajmy aż
się wypełnią
pisma

od kiedy
pustkę
pomiędzy
moimi
słowami
zaczęły
wypełniać
obrazy
udaje mi
się
niekiedy
dostrzegać
to co
niewidzialne
a
zatrzymując
czas
przechytrzać
śmierć
i z małych
kłamstw
budować
wielką
iluzję

jestem
              już
po
drugiej
stronie
                a
ty
jeszcze
            nie
dostrzegasz
brzegu
          więc
jak
uratować
               to
co jest
pośrodku

 

 

list
wielkopostny

mówisz
              że
przegrałem
że
      niczego
trwałego
               nie
zbudowałem
bo
      mój
             dom
posadowiłem
nie
       na
            skale
ale
        na
          piasku
który
w dodatku
chciałem
zamienić
w złoto
            teraz
zamiast
królem
Midasem
         jestem
tragarzem
puchu
        a moja
budowla
grozi
zawaleniem
            więc
może czas
najwyższy
powierzyć
jej remont

Synowi
cieśli


marzec 2006

 

 

* * *

 

czym

bywa

poezja

dzisiaj

 

często

rozmową

przy

herbacie

 

niestety

 

 

 

 

* * *

 

aby

wiersz

spełnił

swą

powinność

i

czarnym

światłem

zaiskrzyła

poezja

trzeba

wyjść

poza ciało

poza myśl

 

jak
opisać
kroplę
rosy
aby
     był
w niej
bezmiar
oceanu
           i
morska
burza
zachód
słońca
          i
gwiazdy
na łące
       jak
sprawić
żeby
nigdy
nie
     stała
stała się
łzą

zwyczajny wiersz


już od miesiąca
mieszkam
w domu na wsi
z
dobrymi duchami
rozwieszam nocą
ciszę na drzewach
i rozmawiam
z gwiazdami
                a poezja
snuje się
jesiennie wokół
niczym
babie lato dawniej
jak
niemy krzyk z
obrazu Munka
albo leśna strzyga
przywołuje mnie
i wabi a ja udaję
kogoś
        kogo
                nie ma

w
podziemnym
labiryncie
wspomnień
próbuję
znaleźć
wyjście
            na
słoneczną
polanę
marzeń
             gdzie
Hades i Syzyf
nie
    mają
          wstępu
a Ikar
czeka aby
przewieźć
mnie na
planetę
Małego
Księcia
           lecz
topór
Minotaura
ciągle
uniesiony

 

 

                      Małemu
                      Księciu

mamy
arabskie
liczby
          i
łaciński
alfabet

żyjemy
w greckiej
demokracji
                  i
postępującej
globalizacji

a jednak
rajskie ogrody
Edenu
         i
Wyspy
Szczęśliwe

ciągle
        nie
            odkryte

STRACH
 


jesz
włoską
pizzę
          i
amerykańskie
hamburgery

pijesz
brazylijską
kawę
        i
niemieckie
piwo

chodzisz
                w
tajlandzkich
dżinsach
              i
chińskich
tekstyliach

jeździsz
francuskim
autem
               i
japońskim
motocyklem

tylko
         twój
bliźni
         jest
Jude

 

lustracja I

co pan
robił
w czasie
wojny
światowej
panie Joyce
na co
wielki
Irlandczyk
filozof i poeta
odpowiada
pisałem
„Ulissesa”
a pan
co robił

 

 

lustracja II

co pan
robił
podczas
stanu
wojennego
mister
Geremek
na co
kawaler
Legii
Honorowej
premier
i poseł
odpowiada
siedziałem
w więzieniu
i solidarnie
budowałem
wolną Polskę
a pan
co robił

 

                           po lekturze
                           Nitzschego


zamiast wiary w
Jezusa – Żyda
szerzymy kult
Papieża – Polaka

zamiast Boga
wybieramy
papieskie
kremówki

uśmiercony w
Auschwitz
i Kołymie
Srebrenicy i

Word Trade Center
luksusie świątyń
i ubóstwie
wartości

pozostawia nas
w oparach
nihilizmu i
transcendencji

tylko czy jak
się przebudzimy
będzie na tyle
blisko

aby
      nas
            usłyszeć

 

        po lekturach
 

Miłosz
mawiał
że miłość
nie
nadaje się
do poezji
            zaś
pytany o
przemijanie
odpowiadał
jestem
przeciw
            a ja
jak
Baudelaire
nie umiem
przeżyć
dnia
     bez
        linijki

 

coraz
mniej
we mnie
i wokół

cały
świat
jakby
stracił

kolory
i smaki
wiarę i
nadzieję

nawet
czas
udaje
wariata

chcąc
żebyśmy
stawali
na głowie

jeno
      po

          co

 

dwie
równoległe
rzeczywistości
to
przeszłość
               i
przyszłość
a gdzieś
pomiędzy
nimi tli się
sens
istnienia
tylko
     jak go
odnaleźć
ocalić
przekazać

życie poety
przypomina
efekt
domina
tylko
kostki słów
układać
coraz ciężej

 

 

zaduszki

płoną
cmentarze
i nasze serca

płyną
rzeki ludzi
i wypominków

płaczą pospołu
niewierni Tomasze
i agnostycy

tańczą jeno
kamienne anioły
i płomienie świec

a przecież
w niebie
trwa bal

Wszystkich
Świętych
nie stypa

listopadowy

slam

 

wykradam

myślom

słowa

          i

rzucam

na wiatr

udając

wariata

przyprawiam

ludziom

gęby

        zaś

schodząc

ze

sceny

w

pożyczonym

kostiumie

wieszcza

ogłaszam

wielka

klapę

 

wraz z
listopadem
gaśniemy
powoli
           jak
woskowe
świece
przemijamy
podobni
porannym
mgłom
             zaś
wieczorami
czekamy
              na
malowane
słowem
          białe
płatki
wierszy

 

Aniołowie
Nocy
Wigilijnej

kloszard
szukający
w śmietniku
gwiazdki
                z
ludzkiego
nieba

blokers
z kumplem
bejsbolem
i
przyjaciółką
kosą
czekający
                na
Mędrców
Ze wschodu

rumuńska
żebraczka
                  z
dzieciątkiem
zbierająca
na wódkę
dla swojego
Józefa

wszyscy oni
wędrują do
naszego
Betlejem
tylko czy
znajdą
             tam
miejsce

choćby
w szopie

 

każdy
ma swoje
Betlejem
i gwiazdę
która
           go
prowadzi


każdy
ma swój
Nazaret
pełen
beztroski
i
zachwycenia
światem


każdy
ma swoją
Jerozolimę
która czeka
na niego
w znaku
krzyża

 

2.04.2007, 21:37

                         „Uwiodłeś mnie Panie, a ja

                           pozwoliłem się uwieść” (Jer 20, 79)

Wielka cisza

w opactwie

Kartuzów

jest biała

jak

alpejski śnieg

i

mnisie habity

piękna jak

martwa natura

przedmiotów

                    i

wypełniający

ją ludzie

odmierza ją

dźwięk

klasztornego

dzwonu

            i

przelatujący

samolot

pulsuje

porami roku

i

odmawianymi

psalmami

                 jest

darem i

tajemnicą

                dla

wybranych

którzy w

pustelniczej

medytacji i

zbiorowej

kontemplacji

obcują z

Tym

       Który

                Jest

niczym

wiersz

zaklęty w

płomieniu

wiecznej

lampki

               Po projekcji „Die grosse Stille” Philipa Groninga

       Ingmarowi Bergmanowi

Laterna magica

był człowiekiem
który za życia
wzniósł swój
własny pomnik
był myślicielem
który film
traktował jako
narzędzie
medytacji

dzięki niemu
całe pokolenia
poznały dotąd
nieodkryte
mroczne
zakamarki
ludzkiej duszy
i chłodne fiordy
piękna

po wielokroć
odchodził
i wracał
był bojaźliwy
i demoniczny
nosił beret
i jąkał się
tworzył własne
skrzydlate słowa
i słyszał głosy

kino nazywał
branżą dziwkarską
i rzeźniczą
                  za to
teatr był dla niego
początkiem
i końcem
wszystkiego

jak dla mnie

          wielki Szwed zmarł
                 30 lipca 2007 rok

 

Wiesławowi
                Myśliwskiemu
 

z okna
Pałacu
sięgnął
aż po
Widnokrąg
i pierwszą
Nike
aby
wkrótce
zasiąść
nad
Traktatem
o łuskaniu
fasoli
który
jest drogą
do
literackiego
nieba
znaczoną
ziarenkami
prawdy
i kolejnymi
statuetkami
bogini
zwycięstwa


 

     7 października 2007